Jak ograniczyłam ilość kosmetyków?

Z kosmetykami kolorowymi i pielęgnacyjnymi mam dosyć specyficzną relację. Odkąd skończyłam 11 lat nieustannie walczyłam z trądzikiem. Moja codzienna rutyna obejmowała pełny rytuał oczyszczania, tonizowania i smarowania rożnymi specyfikami. I w sumie tak to trwa po dziś dzień, chociaż na szczęście teraz nie mam problemu z trądzikiem. Teraz muszę się zajmować zmarszczkami.

Z kolorówką do czynienia mam zdecydowanie krócej. Bardzo długo się nie malowałam w ogóle i nie żałuje tego w najmniejszym stopniu. Swoją drogą przeraża mnie fakt, że teraz już bardzo młodziutkie dziewczynki chodzą w pełnym makijażu. Malowanie zaczęłam właściwie od kosmetyków mineralnych. Chciałam zakrywać trądzik i jednocześnie nie szkodzić skórze. Potem wraz z wzrostem popularności YouTube zaczęłam zagłębiać się w jego cześć urodową i pod wpływem dziewczyn zaczęłam kupować coraz więcej kosmetyków. Nie mogę powiedzieć, że wyszło mi to na złe, znalazłam kilku swoich ulubieńców, ale z czasem zaczęła mnie ilość wszystkiego przerastać. Mimo iż malowałam się codziennie nie byłam w stanie zużyć tego co miałam, a ciągle podobało mi się coś nowego.

Wtedy też zaczęłam stopniowo oddawać rzeczy, które mi nie pasowały. Jeszcze wtedy nie wiedziałam nic o minimalizmie i że w tej kwestii do niego dążę. Teraz gdy trochę się w te kwestie zagłębiłam nie uważam, żeby to był czysty minimalizm. Nazwałabym to praktycznością tak po prostu. Mieć tyle, ile się potrzebuje, ewentualnie trochę więcej tak dla własnego komfortu.

Proces został zapoczątkowany, ale ja nadal nie do końca pozbyłam się rzeczy, które byli mi niepotrzebne. Taki problem mam z drogimi rzeczami i takimi, które ewentualnie można zużyć w innym celu.

Postanowiłam jednak rozprawić się po raz kolejny z tematem i tym razem nie pozostawiać już nic, czego nie zużyję w najbliższym czasie.

Efekt - dużo mniej do przestawiania w szafce, gdy coś chce wyjąć, większy porządek i większa kontrola nad stanem posiadania.

Co zrobiłam?


Porządki kosmetyki
Wszystkie kosmetyki z łazienki wrzuciłam do miski i po kolei sprawdzałam ich terminy ważności, a potem decydowałam czy zostają ze mną, czy się ich pozbywam. Miałam też małego pomocnika.

Po raz kolejny przejrzałam wszystkie kosmetyki i decydowałam:

1. Czy dany kosmetyk lubię, bo dobrze działa, ładnie, ale niedrażniąco pachnie (pozostałość po ciążach - nadwrażliwość zapachowa, to co mi kiedyś ładnie pachniało dzisiaj mnie meczy. Czy któraś z Was tak miała/ma?) Jednym słowem, czy kopiłabym daną rzecz ponownie.
2. Czy dany produkt nie jest przeterminowany lub nie minął zbyt długi okres od jego otwarcia?

Tu skorzystałam po raz kolejny ze strony checkcosmetic.net i okazało się, że parę rzeczy jest już przeterminowanych.

Te dwa kryteria musiały być spełnione dla wszystkich kosmetyków, które zostawiłam. Wszystkie przeterminowane od razu opróżniłam i wymyłam opakowania, żeby wyrzucić je do odpowiedniego pojemnika na śmieci.

Kosmetyki z dobrym terminem ważności, których nie lubię i nie chce dłużej się z nimi męczyć spakowałam od razu w torebkę zmyślą o mojej mamie.
Największym szokiem był dla mnie fakt, że po porządkach nie mam w ogóle kosmetyków kolorowych. Tak rzadko ich ostatnio używałam, że wszystkie mimo, że jeszcze nie zużyte zdążyły się przeterminować. Został mi tylko tusz do rzęs.

Co wiem teraz? Co dały mi te porządki?

Przede wszystkim wiem, że balsamy i mleczka do ciała to jest typ kosmetyków, które zużywam najwolniej, jeśli nie w ogóle. Kupuję też dużo maseczek, których później nie chce mi się używać.
Wiem też, że muszę rozejrzeć się za jakimś podkładem i pudrem, ewentualnie za korektorem. Nie powinnam już kupować cieni w szalonych kolorach i innych wynalazków, bo z reguły ich nie używam.

Wiem też, że w zapasie mam kilka rzeczy, które udało mi się kupić w bardzo okazyjnych cenach. Są to głównie żele do kąpiele, zapas jednorazowych maszynek do golenia i kremów do rąk, a więc wszystko, co zostanie wkrótce zużyte.

Plan na przyszłość..

przede wszystkim jedna nowa rzecz za jedną starą. To jest moje mocne postanowienie i mam nadzieję, że uda mi się wytrwać.

Plan dla Was na organizację i porządki w kosmetykach,
w toaletce

Według mnie są dwa sposoby, dwie drogi. Od Was zależy czy jesteście na tyle silne by zrobić to raz szybko, czy potrzebujecie czasu, żeby oswoić się z myślą, że ograniczacie ilość kosmetyków.
  • Pierwsza droga, szybka - robicie raz generalny przegląd zgodnie z zasadami, że coś lubicie i termin ważności jest w porządku. Co oznacza lubicie? To np. kosmetyk, który zabrałybyście ze sobą w długą podróż z jedną walizką. Reszta, albo ląduje w koszu, albo jest spakowana do oddania (może być sprzedaż lub po prostu podarowanie koleżance, mamie itp.) Jakie jest zagrożenie przy wyborze tej drogi? Może zdarzyć się, że pozbywając się od razu prawie wszystkiego lub większości odczujecie nagły brak, a co za tym idzie nagłą potrzebę dokupienia sobie kolejnych rzeczy.
  • Druga droga, wolna, dłuższa, chyba mniej bolesna - robicie przeglądy raz na kwartał lub raz na miesiąc tak, aby po roku osiągnąć cel. Ta wersja postępowania daje nam możliwość oswojenia się ze zmniejszającą się ilością rzeczy, czasem pozwala odkryć na nowo jakąś zapomnianą perełkę. Jednocześnie nie macie poczucia wielkiej straty, którą trzeba zrekompensować kolejnymi zakupami. 
Ja wybrałam tą dłuższą drogę. Bałam się, że po pozbycie się większości kosmetyków, zaraz czegoś będzie mi brakować i znowu pójdę na zakupy, które nie będą wynikały z moich aktualnych potrzeb, a tylko i wyłącznie będą próbą rekompensaty mojej straty.

A czy Wy jesteście już w tym idealnym punkcie, jeśli chodzi o stan posiadania kosmetyków? Czy nadal zmagacie się z nadmiarem? A może ten nadmiar Wam nie przeszkadza i nie zamierzacie pozbywać się rzeczy, tylko dlatego że ostatnio stało się to bardzo modne?










Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?